Ube halaya
Ugotowane i utarte ube smaży się z mlekiem skondensowanym, mlekiem kokosowym i masłem na gęsty dżem. Je się go łyżeczką albo używa jako nadzienia.
Ube to filipińska nazwa pochrzynu skrzydlatego (Dioscorea alata), bulwy o intensywnie fioletowym miąższu, uprawianej od wieków w Azji Południowo-Wschodniej. Na Filipinach to podstawa wielu słodyczy, a w ostatnich latach fioletowe desery z ube podbiły kawiarnie w Stanach Zjednoczonych i Europie, głównie dzięki kolorowi, który dobrze wygląda na zdjęciach.
Świeże bulwy są w Polsce rzadkością, więc ube kupisz najczęściej jako proszek, mrożone tarte bulwy, ekstrakt lub gotową pastę w sklepach azjatyckich i internetowych. Łatwo je pomylić z fioletowym batatem albo taro, choć to trzy różne rośliny.
Ube, podobnie jak inne pochrzyny, je się po ugotowaniu lub upieczeniu, nigdy na surowo. W kuchni filipińskiej trafia przede wszystkim do słodkich potraw, gdzie oprócz smaku daje mocny fioletowy kolor. Bulwę można też podać wytrawnie, jak batata, ale w Polsce popularniejsze są gotowe produkty: proszek, pasta i ekstrakt do wypieków.
Ugotowane i utarte ube smaży się z mlekiem skondensowanym, mlekiem kokosowym i masłem na gęsty dżem. Je się go łyżeczką albo używa jako nadzienia.
Łyżeczkę proszku ube rozprowadź w odrobinie gorącej wody, dodaj spienione mleko i słodzik. Napój jest kremowy, słodkawy i pastelowo fioletowy.
Pasta lub ekstrakt ube barwi i aromatyzuje ciasto biszkoptowe, pączki, crinkles i serniki. Często łączy się je z kremem kokosowym.
Lody ube należą do najpopularniejszych smaków na Filipinach. Porcję halaya dodaje się też do deseru halo-halo z kruszonym lodem i owocami.
Kawałki ube upiecz z odrobiną oleju i soli. Podawaj jako dodatek do mięsa, gdy chcesz efektownego koloru na talerzu.
Samo ugotowane ube jest mniej słodkie, niż sugeruje jego bajkowy kolor: ma łagodny, ziemisty smak z orzechową nutą, podobny do batata albo taro. Po połączeniu z cukrem i mlekiem kokosowym ujawnia aromat wanilii, a desery z ube wiele osób porównuje do pistacji lub białej czekolady. Ma wilgotniejszą, gładszą konsystencję niż batat, dlatego pasta z ube wychodzi bardzo kremowa.
Delikatna w samej bulwie, wyraźna dopiero w deserach dosładzanych mlekiem skondensowanym.
Waniliowy z orzechowym tłem, wyraźniejszy w paście i ekstrakcie niż w ugotowanej bulwie.
Wilgotna, gładka i kremowa, bardziej maślana niż w ziemniaku czy batacie.
Do batata, taro i kasztanów jadalnych, a w deserach do pistacji i białej czekolady.
Świeże ube ma szorstką, brązową skórkę, pod którą kryje się fioletowy miąższ barwiący palce i deskę. Obierz je tak jak batata, najlepiej w rękawiczkach i na desce, która nie boi się przebarwień.
Jest łagodne, mleczne i słodkawe, z nutą wanilii i orzechów, bez goryczy kawy, jeśli przygotujesz je bez espresso. Wiele kawiarni dodaje syrop, więc smak bywa zbliżony do waniliowego napoju mlecznego.
Sam proszek jest mało słodki i lekko ziemisty, pachnie jak suszony batat z wanilią. Pełnię smaku rozwija dopiero po połączeniu z mlekiem i cukrem.
Nie. Ube to pochrzyn, a fioletowy batat to wilec, choć kolor i zastosowania są podobne. Ube ma bardziej wilgotny miąższ i wyraźniejszy waniliowy aromat.
Nie, jak inne pochrzyny ube wymaga gotowania lub pieczenia przed jedzeniem.