Popping do jogurtu
Dwie, trzy łyżki ekspandowanego amarantusa na jogurcie, koktajlu albo owsiance dodają chrupkości i zastępują płatki śniadaniowe.
Amarantus, po polsku szarłat, to drobne nasiona rośliny z Ameryki Południowej i Środkowej, którą Inkowie i Aztekowie uważali za świętą. Botanicznie nie jest zbożem, tylko pseudozbożem, podobnie jak komosa ryżowa, ale w kuchni używa się go jak kaszy. Jest dalekim krewnym boćwiny i szpinaku, a jeden kwiatostan daje nawet kilka tysięcy nasion.
Do Europy trafił w XVI wieku, najpierw jako roślina ozdobna, a Polska należy dziś do czołowych europejskich producentów amarantusa. Kupisz go w supermarketach i sklepach ze zdrową żywnością jako całe ziarno, popping, płatki i mąkę, a także w makaronie i pieczywie chrupkim. Jest naturalnie bezglutenowy.
Amarantus jesz w dwóch podstawowych formach. Ekspandowany, czyli prażony jak popcorn, nie wymaga żadnej obróbki i wystarczy go wsypać do miski. Całe ziarna trzeba ugotować: szklankę nasion zalej dwiema szklankami wody, lekko posól i gotuj pod przykryciem na małym ogniu 15-20 minut, aż wchłoną płyn. Ugotowany amarantus podaje się jak kaszę, dodaje do zup, kotletów i farszów.
Dwie, trzy łyżki ekspandowanego amarantusa na jogurcie, koktajlu albo owsiance dodają chrupkości i zastępują płatki śniadaniowe.
Ugotowane ziarna podawaj zamiast ryżu czy kaszy do sosów, gulaszu i zapiekanek.
Gotowany razem z płatkami owsianymi daje kremową owsiankę, a w budyniach i deserach mlecznych zastępuje kaszę mannę.
Garść ziaren wsypana prosto do zupy gotuje się do miękkości razem z warzywami i naturalnie zagęszcza wywar.
Ugotowany amarantus wiąże masę do kotletów, pulpetów i placków oraz nadzienie do papryki, cukinii albo gołąbków.
Popping wymieszany z masłem orzechowym, syropem i posiekanymi suszonymi morelami, schłodzony przez dwie godziny, kroi się w chrupiące batoniki.
Amarantus smakuje łagodnie, orzechowo i lekko słodowo, bez wyraźnej słodyczy ani kwasowości, więc łatwo przyjmuje smak dodatków. Gotowane ziarno i ekspandowany popping to jednak dwa różne doświadczenia: pierwsze ma miękki, kleikowaty charakter, drugie jest lekkie i suche jak chrupki. Niektóre partie nasion mają lekką goryczkę, dlatego smak amarantusa bywa różny w zależności od producenta.
Najmocniej czuć go w ziarnach uprażonych na suchej patelni, a w gotowanych jest ledwie zaznaczony.
Delikatna, słodowa słodycz sprawia, że amarantus pasuje zarówno do deserów z owocami, jak i do dań wytrawnych.
Ugotowane ziarenka są drobne jak mak i miękkie, a razem tworzą gęstą, lekko galaretowatą masę.
Ekspandowane kuleczki są lekkie i sprężyste, ale w mleku czy jogurcie miękną po kilku minutach.
Całe ziarna amarantusa są twarde i nie je się ich prosto z opakowania, trzeba je ugotować albo uprażyć. Ugotowane możesz przyprawić na słono, z warzywami i ziołami, albo na słodko, z owocami, cynamonem i miodem.
Amarantus ekspandowany jest gotowy do jedzenia, bo ziarna zostały już uprażone. Do zup i sałatek dodawaj go tuż przed podaniem, zamiast grzanek, żeby nie zdążył zmięknąć.
Rozgrzej suchy, głęboki garnek, wsyp łyżkę ziaren i mieszaj, aż większość nasion pęknie, co trwa kilkanaście sekund. Praż małymi porcjami i od razu przesypuj do miski, bo przy większej ilości ziarna się przypalają.
Drobne nasiona uwalniają podczas gotowania dużo skrobi, która wiąże wodę i skleja ziarna. To naturalna cecha amarantusa, a nie błąd w gotowaniu, i właśnie dzięki niej dobrze wiąże kotlety.
To tradycyjny meksykański przysmak z uprażonego amarantusa połączonego z miodem, jadany zwłaszcza w czasie świąt. Jego nazwa oznacza po hiszpańsku radość.