Na surowo
Cząstki miąższu jedz palcami albo łyżeczką prosto z komór owocu, zaraz po jego otwarciu.
Durian to owoc drzewa z tropikalnych lasów Azji Południowo-Wschodniej, nazywany tam królem owoców. Największym producentem jest Tajlandia, znana z odmiany Monthong, a Malezja słynie z cenionej odmiany Musang King. Owoc zwykle waży od 1 do 3 kilogramów, a jego zielona lub brązowawa skorupa jest gęsto pokryta twardymi kolcami. Nazwa pochodzi od malajskiego słowa duri, czyli kolec.
W Polsce durian jest drogi i trudno dostępny, najłatwiej znaleźć go w sklepach z żywnością azjatycką, także jako mrożony miąższ. W Singapurze i Bangkoku nie wolno go wnosić do komunikacji publicznej, a wiele hoteli w regionie także go zakazuje, bo woń potrafi utrzymywać się w pomieszczeniu przez kilka dni.
Duriana najlepiej zjeść od razu po otwarciu, w temperaturze pokojowej, bo wtedy smak jest najpełniejszy. Każda cząstka miąższu otula dużą pestkę wielkości kasztana: miąższ zjadasz, pestkę odkładasz. Ze względu na intensywną woń jedz go na świeżym powietrzu albo przy otwartym oknie, a resztki skorupy od razu wynieś z domu.
Cząstki miąższu jedz palcami albo łyżeczką prosto z komór owocu, zaraz po jego otwarciu.
W Tajlandii durian podaje się ze słodkim kleistym ryżem i mleczkiem kokosowym, podobnie jak mango.
Zmiksowany miąższ trafia do lodów, shake'ów na mleczku kokosowym, a nawet do cappuccino.
Z duriana robi się pasty, toffi, dodol, ciastka księżycowe i kremy do ciast.
Niedojrzały durian gotuje się jak warzywo w zupach i daniach mięsnych, a sfermentowany, czyli tempoyak, dodaje do ryżu i curry z rybą.
Durian ma bogaty, deserowy smak, w którym wyczuwa się karmel, wanilię i migdały, a czasem śmietankowy serek. Brytyjski przyrodnik Alfred Russel Wallace opisał go jako bogaty krem mocno aromatyzowany migdałami, w którym od czasu do czasu pojawiają się nuty serka, sosu cebulowego i sherry. Właśnie ten lekko cebulowo czosnkowy posmak sprawia, że jedni uznają duriana za przysmak, a inni nie są w stanie go przełknąć.
Wyraźna, deserowa. Zawartość cukru, głównie sacharozy, wynosi od 8 do 20 procent zależnie od odmiany.
Tłusta, gładka i lekko kleista, jak gęsty budyń, który rozpływa się na języku.
Ostry i siarkowy, porównywany do zgniłej cebuli, starego sera pleśniowego i skunksa. Najwięcej lotnych substancji wydziela skorupa.
Im dojrzalszy owoc, tym mocniejszy aromat, a miąższ przejrzałych owoców staje się bardzo kremowy i lekko alkoholowy.
Duriana nie obiera się jak jabłka, tylko otwiera kolczastą skorupę i wyjmuje z niej cząstki miąższu. Dojrzały owoc sam zaczyna pękać wzdłuż szwów, które dzielą go na 3-5 komór, i po tych liniach najłatwiej go rozchylić. Kolce są ostre, więc pracuj w grubych rękawicach albo trzymaj owoc przez złożoną ściereczkę.
Nie, większość osób, które się przełamią, podkreśla, że miąższ jest znacznie przyjemniejszy od zapachu. Sam Wallace początkowo zniechęcony wonią przekonał się do owocu po pierwszym kęsie zjedzonym na świeżym powietrzu na Borneo.
Tak, ale wyłącznie po obróbce: ugotowane, upieczone albo usmażone na oleju kokosowym mają konsystencję podobną do taro, tylko bardziej kleistą. Surowych pestek nie jedz, bo zawierają potencjalnie szkodliwe kwasy tłuszczowe.
W Azji Południowo-Wschodniej panuje przekonanie, że nie, i ma ono częściowe potwierdzenie: badanie Uniwersytetu Tsukuba wykazało, że związki siarki z duriana hamują enzym rozkładający alkohol. Do duriana lepiej podać wodę albo herbatę.
Za zapach odpowiadają setki lotnych związków, w tym estry o słodkiej, owocowej woni i związki siarki pachnące cebulą i zgnilizną. Osoby, które jedzą duriana często, łatwo oddzielają te nuty, a dla innych całość jest nie do zniesienia.
W południowej Tajlandii wiele osób woli owoce młodsze, jędrne i łagodne, a w Malezji i Singapurze najbardziej ceni się owoce jak najdojrzalsze, o najmocniejszym aromacie.